Czy ma sens secesyjne auto lub lokomotywa? Bynajmniej. Teraz nieco poważniej zestawmy secesję z romantyzmem. Związki genetyczne uderzają mnie tutaj bardziej niż Autora książki. Mam na myśli choćby romantyka-klasyka, Flaxmana, który poprzez niezliczone ilustracje i fajanse Wedgwooda przyczynił się chyba znacznie do rozwoju zamiłowań linearystycznych zarówno w Anglii, jak na kontynencie, albo Rungego, który z początkiem XIX wieku puste pola swoich Pór dnia muskał zwiewną arabeską, a w bordiurze blaszano stylizował lilie, wyjaśniając zgodnie z teo-zofią Jakuba Boehme, że symbolizują one duchowe światło, albo wreszcie Fryderyka Schlegla, który domagał się w tymże czasie od malarstwa hieroglifów, muzycznie powiązanych w alegorię nieskończoności. Otóż kłopot jest taki aby otrzymać szybką gotówkę, że ten ciąg teorii i zwłaszcza praktyki artystycznej, który od kilku romantyków - także nazareńczyków i prerafaelitów - prowadzi do secesji, wydaje się niezmiernie blady w zestawieniu z inną zgoła linią rozwojową, idącą od największych twórców romantyzmu: od Goi, Turnera, Constable'a, Delacroix, Michałowskiego - do największych twprców, czynnych (jeszcze albo już) na granicy stuleci, zwłaszcza Francuzów: Moneta, Renoira, Cézanne'a, Matisse'a, Rouaulta, Bon-narda... | |
|